Drukarki, o których słuch zaginął

Hucznie zapowiadane pomysły często są jak gwiazdy – im mocniej świecą, tym szybciej gasną. Kilka z szumnie zapowiadanych w ciągu ostatnich lat drukarek potwierdza metaforyczny sens tego stwierdzenia. DrTusz przeanalizował osławione koncepty, które nie dotarły do fazy produkcji.

 

 

Innowacyjne projekty można porównać do medialnych doniesień o Złotym Pociągu. Ich autorzy wszem i wobec głoszą, że wiedzą, co robią, zdradzają plan działania, a później znikają bez wieści niczym jednosezonowi celebryci. W drukarkowym świecie również pojawiały się zapowiedzi rewolucyjnych urządzeń. Na medialnej wrzawie często się jednak kończyło.

A szkoda, bo niektóre pomysły mogły naprawdę ułatwić nam wszystkim życie. Razem z Rudym przyjrzeliśmy im się nieco bliżej. Oto wykaz tych najciekawszych.

 

Little Printer – kompaktowa drukarka do smartfona
Monochromatyczna drukarka termiczna z pewnością zyskałby sympatię studentów.
Firma Berg Cloud zaprojektowała Little Printer z myślą o użytkownikach urządzeń mobilnych opartych o Android lub iOS. Urządzenie miało być obsługiwane z poziomu dedykowanej aplikacji, która korzystała z usług takich partnerów, jak: ARUP, Foursquare, The Guardian, Nike czy Google.
Wydruki przypominające paragon mogły zawierać Sudoku czy mapę trasy do przebiegnięcia.
Trzeba przyznać, że gadżet prezentuje się bardzo interesująco. Niestety, poza drukowaniem ściąg, trudno znaleźć dla niego jakiekolwiek sensowne zastosowanie. Być może właśnie dlatego słuch po Little Printer zaginał. Zostały tylko filmy i zdjęcia.

Hello Little Printer, available 2012 from Berg on Vimeo.

 

Drukarka, która drukuje kawą.
Pierwsze wzmianki o atramencie sięgają nawet 2500 lat p.n.e. Był on wówczas wytwarzany z sadzy z drzew iglastych zmieszanych z olejami, klejem rybnym i kilkoma innymi substancjami. Na przełomie wieków zmieniał jednak swój skład. Trudno jakkolwiek porównać prehistoryczny tusz z tym, którego używamy obecnie. Kreatywność nie zna jednak granic. RITI Coffee Printer to najlepszy przykład pomysłowości start-up’owców. Drukarka miała wykorzystywać do nanoszenia treści na papier fusy z kawy.

Nie, nie pomyliliśmy się. RITI Coffee Printer drukowałoby tym, co zostało na dnie filiżanki po spożyciu małej czarnej. Kawosze byliby wniebowzięci! #Rudy również, bo budzi się dopiero po solidnej porcji kofeinowego nektaru. RITI Coffee Printer nie trafiła niestety do masowej produkcji i w gruncie rzeczy nikt nie wie, co się z w tym momencie dzieje z jej projektem. Nie chcemy wróżyć z fusów, ale wszystko wskazuje na to, że nici z wydruków o zapachu arabskiej kawy.

 

 

Drukarka jak walec
A teraz coś dla miłośników designu oraz niekonwencjonalnego wystroju – drukarka w kształcie walca. Projekt Yang Jae Wook nie bez przyczyny nosił nazwę „Circle”. Jedyną wadą jego konceptu był niewielki podajnik papieru. Idea walcowatej drukarki to jednak nie tylko idealistyczny wymysł designera. Nad wprowadzeniem do produkcji podobnego urządzenia zastanawiał się równie znany, co Coca-Cola koreański gigant. Samsung Circular Printer skończył niestety tylko jako prototyp. Niestety, rachunek ekonomiczny i prognozy sprzedaży sprawiają, że pracujące dla korporacji kreatywne umysły muszą niekiedy zrezygnować z urzeczywistnienia swoich wizji.

 

 

Najmniejsza drukarka na świecie

To co udało się osiągnąć ZutA Labs, nie udało się niestety w przypadku Print Brush. Pomysł firmy PrintDreams sięga roku 2003. Wtedy właśnie powstał pierwszy zarys najmniejszej drukarki na świecie. „Drukująca szczotka” weszła nawet w fazę testów. Twórcy przewidywali, że ich wynalazek trafi na rynek w 2010 roku i będzie kosztował około 200$. Drukarka miała komunikować się z komputerem za pomocą jednego z trzech interfejsów: USB 2.0, Bluetooth lub IrDA. Drukowanie odbywało się w rozdzielczości 600 dpi z prędkością 250mm/s. Na deklaracjach się jednak skończyło. Oficjalna strona PrintDreams wygląda jakby nikt na nią nie zaglądał od 2010 roku.

 

See What You Print

Pomysł Artefact Group pokazuje, że najlepsze są najprostsze rozwiązania. Unikalność SWYP opierała się na wbudowanym ekranie dotykowym, który umożliwiał uzyskanie wizualizacji drukowanego dokumentu. Drukarka właściwie nie potrzebowałaby komputera. Za sprawą zintegrowanego panela pliki byłby drukowane bezpośrednio z pamięci aparatu, telefonu czy serwisów z grafikami. Interfejs pozwalał też na edycję treści. Artefact Group nie zdołał jednak wprowadzić urządzenia do powszechnej produkcji. W sieci została jedynie pamiątka w postaci całkiem fajnego wideo promocyjnego.

SWYP: See What You Print from Artefact on Vimeo.

 

Star Trek pośród drukarek
Drukowanie słońcem? Brzmi jak abstrakcja. Kilka lat temu do sieci trafiła wizualizacja drukarki, która przy wykorzystaniu energii słonecznej drukowałaby monochromatyczne treści.
Projekt wygląda kosmicznie. Takie urządzenie z pewnością dobrze odnalazłoby się na pokładzie międzygalaktycznego okrętu Enterprise NX-01.

Energia słoneczna mogłaby posłużyć jako źródło energii w drukarkach termicznych. Wymagają jednak one użycia specjalnego papieru, a trwałość wydruków jest dość krótka. Druk słoneczny trzeba zatem rozpatrywać w kategorii science-fiction, podobnie jak miecze świetlne Jedi. Przynajmniej na razie.

 

Harry Potter i drukująca szuflada

Zastanawialiście się kiedyś w jakie interaktywne meble wyposażony jest Hogwart? John Kestner zna odpowiedź 😉 To właśnie on w 2010 roku zaprojektował i stworzył pierwszy egzemplarz Tableau. Pod tajemnicza nazwą kryje się połączenie szafki nocnej oraz drukarki połączonej z Internetem. Urządzenie na bieżąco monitoruje aktywność osób, które śledzimy na Twitterze. Każdy nowy tweet trafia w postaci wydruku do zintegrowanej z drukarką szuflady. Co ciekawe, mebel może też działać w drugą stronę – skanować treści i przesyłać je znajomym. Kreatywności wynalazcy można tylko pozazdrościć. Niestety mebel nigdy nie trafił od masowej produkcji. Szkoda. Być może wtedy poznalibyśmy odpowiedź na pytanie, które nie daje spokoju Rudemu. Bo gdzie moglibyśmy kupić Tableau? W sklepach Ikea czy w Mediamarkt? 😉 

Tableau: physical email from John Kestner on Vimeo.

 

Drukarka w medycynie

Wiele mówi się o zastosowaniu drukarek 3D w medycynie. Bio-drukarka to jednak klasa sama w sobie. Kilka lat temu zespół amerykańskich naukowców z Wake Forest University w Północnej Karolinie opracował urządzenie, które pozwala na leczenie ran poprzez natryskiwanie ich komórkami skórnymi. Efekty były zaskakujące, gdyż uszkodzona tkanka regenerowała się w przeciągu 3 tygodni. W przypadku procesu gojenia ran czas jest szczególnie ważny. Pozbawione ochrony skóry obszary ludzkiego ciała są narażone na rożne infekcje. Urządzenie byłoby docelowo montowane przy łóżku pacjenta. Dzięki wbudowanemu laserowi system bio-drukarki potrafi sam określić rozmiar rany. Po analizie danych, specjalny moduł rozpocząłby precyzyjny natrysk fizjologicznym roztworem zawierającym komórki skórne.

Drukarka przeszła pierwsze próby pomyślnie. Wprowadzenie urządzenia do powszechnego obiegu wiąże się jednak z bardzo długą procedurą. Wymagane są restrykcyjne testy i badania. Miejmy nadzieję, że chwilowa cisza w tym temacie jest związana z prowadzeniem prac, które zaowocują masowym wprowadzeniem bio-drukarki na wyposażenie szpitali i klinik.